Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 11 września 2026 17:40
Reklama
TYLKO U NAS

„Nie jesteśmy śmietnikiem”. Burzliwa komisja w sprawie odorów na Bielanach

Mieszkańcy Bielan domagają się zdecydowanych działań w związku z uciążliwościami zapachowymi. Podczas posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska Rady Dzielnicy przedstawiciele urzędów, inspekcji oraz zakładów odpadowych tłumaczyli, jakie działania mogą podejmować. Emocji jednak nie brakowało. W centrum dyskusji znalazły się setki zgłoszeń odorowych, kontrole zakładów, rozbudowa instalacji odpadowych oraz przyszłość terenów w rejonie Loteryjki i Wólki Węglowej
„Nie jesteśmy śmietnikiem”. Burzliwa komisja w sprawie odorów na Bielanach

Autor: Wiktor Zając

W tym artykule przeczytasz o:

  • skali problemu uciążliwości odorowych na Bielanach;
  • działaniach urzędów, inspekcji i zakładów odpadowych;
  • sporze o rozbudowę instalacji i przyszłość dzielnicy.

Problem odorów nie jest dla mieszkańców nowy, ale w ostatnich miesiącach, jak wynikało z wypowiedzi podczas komisji, skala zgłoszeń wyraźnie wzrosła. Samorząd prowadzi system, w którym mieszkańcy mogą zgłaszać momenty występowania uciążliwych zapachów. Według przedstawionych podczas spotkania danych w maju odnotowano 145 zgłoszeń, w czerwcu 572, a w kolejnych miesiącach liczby również były wysokie.

Burmistrz Grzegorz Pietruczuk przekonywał, że system nie jest narzędziem kontrolnym w ścisłym znaczeniu, ponieważ Urząd Dzielnicy nie posiada kompetencji do prowadzenia pomiarów odorów. Ma jednak pozwalać na gromadzenie informacji: gdzie i kiedy pojawia się zapach, jakiego jest rodzaju oraz z jakimi warunkami pogodowymi może się wiązać. Dane mają być następnie wykorzystywane w rozmowach z właściwymi instytucjami i zakładami. W ich analizowaniu uczestniczyć ma również Politechnika Warszawska.

To właśnie sens tego systemu stał się jednym z pierwszych punktów spornych. Część mieszkańców pytała, co właściwie dzieje się z tysiącami zgłoszeń. Ich zdaniem samo kliknięcie w aplikacji niewiele zmienia, jeśli informacja nie prowadzi do konkretnej kontroli czy interwencji.

Przedstawiciele samorządu odpowiadali, że zgłoszenia są jednym z elementów pozwalających udokumentować skalę problemu. Podkreślali również, że brak ustawy odorowej bardzo ogranicza możliwości działania administracji. W Polsce nadal nie ma przepisów, które wprost określałyby normy dotyczące uciążliwości zapachowych.

Kontrole są, ale pomiaru odoru nie ma

Przedstawicielka Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska przyznała, że liczba interwencji związanych z odorami rośnie. W ubiegłym roku miało być ich 169, natomiast w bieżącym roku już około 230, mimo że rok jeszcze się nie skończył. WIOŚ podkreślał, że część zgłoszeń przekazywana jest do Urzędu Marszałkowskiego, który posiada kompetencje dotyczące gospodarki odpadami i decyzji środowiskowych. Inspektorzy mogą jednak prowadzić własne czynności kontrolne. 

Problem polega na tym, że inspektor jadący na miejsce często nie ma czego zmierzyć. Zapach może zniknąć przed przyjazdem kontroli. Ponadto brak norm odorowych oznacza, że nawet wykonanie specjalistycznego badania nie daje prostego wyniku w rodzaju: norma została przekroczona albo nie została przekroczona. Dlatego inspektorzy sprawdzają między innymi przestrzeganie warunków określonych w decyzjach administracyjnych, sposób funkcjonowania instalacji, dokumentację czy monitoring. Kontrole mogą odbywać się również w nocy.

Podczas komisji poinformowano, że w kilku wskazywanych przez mieszkańców zakładach prowadzone są obecnie kontrole. Przedstawiciele inspekcji nie chcieli jednak ujawniać szczegółów przed ich zakończeniem.

Decyzje i kontrole

Przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego tłumaczył, że w systemie gospodarki odpadami kompetencje są rozdzielone pomiędzy różne instytucje. Marszałek wydaje między innymi pozwolenia zintegrowane oraz inne decyzje środowiskowe, a później kontroluje przestrzeganie warunków zapisanych w tych decyzjach. Jak wynikało z jego wystąpienia, w ostatnich latach prowadzono zarówno kontrole planowe, jak i doraźne. Te ostatnie miały być szczególnie rozbudowane i obejmować wielokrotne wizyty inspektorów.

Urząd wskazywał również na decyzje ograniczające działalność niektórych instalacji. Jako przykład podano instalację przetwarzającą odpady zielone, dla której zmieniano między innymi możliwości magazynowania i czas przetwarzania odpadów. Mieszkańcy zwracali jednak uwagę, że same procedury i kontrole nie rozwiązują problemu, który odczuwają na co dzień.

„Śmierdzi i mieszkańcy to wiedzą”

Podczas komisji wielokrotnie padało stwierdzenie, że problemu nie można sprowadzać wyłącznie do statystyk i procedur. Mieszkańcy opowiadali o zapachach pojawiających się w ich domach i na ulicach. Wskazywali, że potrafią rozpoznać różne rodzaje odorów i że ich zdaniem problem nasila się w określonych miejscach i porach. Jedna z osób zwróciła uwagę, że mieszkańcy nie potrzebują skomplikowanej analizy, aby wiedzieć, że pojawił się odór. Jej zdaniem najważniejsze jest uwierzenie mieszkańcom i potraktowanie ich zgłoszeń jako realnego sygnału problemu.

Z drugiej strony przedstawiciele samorządu przekonywali, że właśnie dlatego potrzebny jest system zbierania danych. Nie każdy zapach musi pochodzić z instalacji odpadowej. W zgłoszeniach mogą pojawiać się również zapachy związane z innymi zakładami czy działalnością przemysłową. Dopiero zestawienie wielu informacji pozwala próbować ustalić źródło.

Spór o przyszłość instalacji

Najbardziej emocjonująca część spotkania dotyczyła jednak nie tylko tego, co dzieje się dzisiaj, ale również tego, co ma powstać w przyszłości. Mieszkańcy pytali o plany rozbudowy instalacji odpadowych oraz o zapisy dokumentów planistycznych. Wskazywali, że w bezpośrednim sąsiedztwie istniejącej zabudowy mieszkaniowej nie powinno dochodzić do dalszego zwiększania potencjału przemysłowego i odpadowego.

Szczególne emocje wywołał teren oznaczony w projekcie planu jako 1UP, związany z możliwością realizacji inwestycji celu publicznego o znaczeniu ponadlokalnym. Jeden z mieszkańców pytał, dlaczego z jednej strony projekt planu przewiduje rozdzielenie funkcji mieszkaniowej, przemysłowej i odpadowej oraz zieleń izolacyjną, a z drugiej pozostawia możliwość dalszego rozwoju gospodarki odpadami. W jego ocenie jest to sprzeczność, ponieważ osiedla mieszkaniowe już powstały, a mieszkańcy nie mogą zostać postawieni przed faktem dalszego zwiększania uciążliwości.

Padły również pytania dotyczące przyszłego ruchu ciężarówek, hałasu, pyłu i bezpieczeństwa drogowego. Mieszkańcy domagali się, aby przy ocenie inwestycji brać pod uwagę nie tylko nominalne moce przerobowe instalacji, lecz także rzeczywiste konsekwencje ich funkcjonowania dla okolicznych osiedli.

Spalarnia i zamknięcie instalacji

Kolejnym punktem sporu była historia instalacji mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów oraz budowa i rozbudowa spalarni. Jeden z mieszkańców przywołał dokumenty sprzed lat, w których miała pojawiać się deklaracja, że uruchomienie rozbudowanej spalarni doprowadzi do wygaszenia działalności określonej instalacji. Pytał, dlaczego mimo tych zapowiedzi działalność odpadowa w rejonie nadal budzi tak duże obawy.

Przedstawiciel zakładu odpowiadał, że w przywoływanych dokumentach chodziło o konkretny strumień odpadów zmieszanych, który miał zostać przejęty przez instalację termicznego przekształcania. Według jego wyjaśnień odpowiednia instalacja została zamknięta w 2018 roku. Odpady zielone to natomiast inny strumień i wymagają innego sposobu przetwarzania.

Dla mieszkańców rozróżnienie technologiczne nie zmienia jednak podstawowego problemu: w ich ocenie w okolicy funkcjonuje zbyt wiele instalacji odpadowych, a planowanie kolejnych inwestycji powinno uwzględniać przede wszystkim jakość życia osób, które już tutaj mieszkają.

„Nie jesteśmy śmietnikiem”

W trakcie spotkania pojawiły się również argumenty prawne. Mieszkańcy powoływali się między innymi na art. 47 i art. 74 Konstytucji RP, wskazując na prawo do ochrony życia prywatnego i rodzinnego oraz obowiązek władz publicznych zapewniania bezpieczeństwa ekologicznego i ochrony środowiska. Przywołano także orzecznictwo dotyczące sytuacji, w których brak konkretnych norm odorowych nie musi oznaczać całkowitego braku możliwości działania organów administracji.

Część mieszkańców zapowiedziała dalsze działania prawne i polityczne. Pojawił się postulat, aby komisja oraz Rada Dzielnicy zajęły stanowisko w sprawie rozwoju instalacji odpadowych, a także aby sprawą zainteresowała się Rada Warszawy i jej komisje. Padł również apel o zmianę zapisów dokumentów dotyczących gospodarki odpadami oraz o ponowne przeanalizowanie skali i lokalizacji planowanych inwestycji. Jedno zdanie dobrze podsumowało emocje mieszkańców podczas komisji: „Pokażemy społeczeństwu Warszawy, że Bielany nie są śmietnikiem”.

Dyskusja pokazała jednak wyraźnie, że spór nie dotyczy wyłącznie zapachu. Dla mieszkańców jest to kwestia jakości życia, zdrowia, wartości nieruchomości i tego, jaką funkcję ma pełnić ich dzielnica w kolejnych dekadach.

Z kolei przedstawiciele administracji wskazują na ograniczenia prawne, podział kompetencji oraz konieczność oparcia dalszych działań na danych i kontrolach.

Jedno pozostaje wspólne dla obu stron, że problem trzeba w końcu możliwie precyzyjnie zidentyfikować. Różnica polega na tym, że mieszkańcy oczekują przede wszystkim szybkiego ograniczenia uciążliwości, a instytucje wskazują na długą drogę administracyjną, która ma dopiero doprowadzić do ustalenia źródła problemu i możliwości jego wyeliminowania.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ
Reklama
Reklama