Wyjechałam z Warszawy Gdańskiej kwadrans po ósmej. Zanim dopiłam kawę z termosu, pociąg wtoczył się na peron w Pomiechówku — cała podróż zajęła niecałą godzinę. Nie trzeba było walizki, noclegu ani urlopu. Wystarczyło pięcioro znajomych, telefon do wypożyczalni dzień wcześniej i bilet za kilkanaście złotych.
O dziewiątej bus zabrał nas razem z kajakami trzydzieści kilka kilometrów w górę rzeki, do Jońca. To standard na Wkrze: samochód albo pociąg zostawiasz na mecie, a organizator dowozi cię na miejsce startu.
Trasa, która udaje łatwiejszą, niż jest

Odcinek Joniec–Pomiechówek liczy około 26 kilometrów. Wypożyczalnie zgodnie podają, że jego pokonanie zajmuje od pięciu do ośmiu godzin — wprawnym kajakarzom około pięciu, ludziom takim jak my, którzy co pół godziny odkładają wiosła, wystawiają nogi na dziób i zatrzymują się na każdej plaży, bliżej siedmiu. Realne tempo na Wkrze to zwykle 3–5 kilometrów na godzinę.
I tu warto powiedzieć uczciwie: to trasa łatwa technicznie, ale wcale nie krótka. Nurt jest spokojny, rzeka szeroka i zazwyczaj płytka, brzegi niskie. Nie ma bystrzy zmuszających do precyzyjnego manewrowania ani konieczności przenoszenia kajaków. Ale 26 kilometrów to cały dzień na wodzie. Wieczorem bardziej niż krajobrazy pamięta się własne barki.
Wkra nie imponuje skalą. Nie ma wysokich przełomów ani górskich bystrzy. Jej siłą jest spokój. Płynie szerokimi zakolami między łąkami, olchami i wierzbami, co chwilę odsłaniając piaszczyste łachy, na których odpoczywają czaple i dzikie kaczki. Zamiast spektakularnych widoków daje coś rzadszego — poczucie, że czas naprawdę zwalnia.
Pierwsze kilometry

W Jońcu Wkra szeroko rozlewa się po piaszczystym dnie. Latem w wielu miejscach woda sięga zaledwie do kolan. Zanim wsiedliśmy do kajaków, zajrzałam do miejscowego kościoła pw. św. Ludwika. Klasycystyczna świątynia została wzniesiona w 1784 roku z fundacji biskupa płockiego Michała Jerzego Poniatowskiego. Na tablicy fundacyjnej umieszczono alfabet oraz cyfry, które miały pełnić również funkcję edukacyjną dla mieszkańców.
Pierwsze kilometry płyną niemal same. Mijamy Popielżyn, Cieksyn i Borkowo. Po drodze nad rzeką przerzucony jest wysoki most kolejowy, a kilka kilometrów dalej do Wkry wpada Sona.
Za Borkowem, w okolicach Błędowa, znajduje się pierwszy próg wodny. Przy normalnym stanie wody bez problemu przepływa się go bez wysiadania z kajaka.
W lipcu i sierpniu Wkra potrafi mocno zarosnąć i trafiliśmy właśnie na taki moment. Całe połacie rzeki pokrywały rdestnice i grążele, a wiosła co chwilę zbierały zieloną „brodę”. Nie jest to niebezpieczne — po prostu płynie się wolniej i trzeba uważniej trzymać głównego nurtu.
Przerwa w trakcie spływu
Po czterech godzinach dopłynęliśmy do Śniadówka. Na prawym brzegu, tuż przy trasie spływów, funkcjonuje sezonowy punkt gastronomiczny. Kajak można wygodnie wyciągnąć na brzeg i udać się na posiłek.
W okolicy dostępne są także inne punkty gastronomiczne i miejsca obsługi ruchu turystycznego. Ich liczba jest jednak ograniczona, dlatego warto zabrać ze sobą prowiant oraz odpowiedni zapas wod.
Najładniejszy kilometr Wkry

Między Szczypiornem a Kosewkiem rzeka wpływa na teren rezerwatu przyrody „Dolina Wkry”, utworzonego w 1991 roku. To niewielki obszar — nieco ponad 24 hektary, a sam chroniony odcinek rzeki liczy zaledwie około 1,1 kilometra — ale wygląda zupełnie inaczej niż reszta trasy.
Prawy brzeg wznosi się wysoką, piaszczystą skarpą zwaną Oberwaną Górą, podczas gdy lewy pozostaje płaski i porośnięty łęgiem. W pionowych ścianach piasku łatwo dostrzec otwory gniazdowe jaskółek brzegówek, a w spokojnych zakolach żyją bobry i wydry.
Najpiękniej ogląda się ten fragment właśnie z poziomu kajaka. To teren objęty ochroną przyrody, dlatego nie należy wychodzić na brzegi poza miejscami do tego wyznaczonymi.
Jedno miejsce, które wymaga uwagi
Zaraz za rezerwatem, w Kosewku, mija się pieszą kładkę, a pod nią kamienisty próg pozostały po dawnym młynie.
To jedyne miejsce na całej trasie, które wymaga większej koncentracji. Najbezpieczniej przepływać pod prawym przęsłem, ustawiając kajak równolegle do nurtu. Bez dramatów — ale też bez rozmów i fotografowania.
Tuż za kładką, po prawej stronie, znajduje się szeroka piaszczysta plaża. Zatrzymaliśmy się tam na ponad godzinę. Kąpiel, drzemka, książka i słońce. Trudno o lepszy przystanek.
Koniec spływu jest bardzo wyraźny. Przed mostem drogi krajowej nr 62 w Pomiechówku wyciąga się kajaki na prawy brzeg.
Czy dzieci dadzą radę? Szczerze

Wypożyczalnie chętnie piszą, że Wkra doskonale nadaje się na rodzinne spływy z małymi dziećmi. To prawda — ale niekoniecznie na całym odcinku Joniec–Pomiechówek.
Sama rzeka jest dla dzieci niemal idealna: spokojna, płytka i pozbawiona trudnych technicznie przeszkód. Problemem nie jest trudność, lecz czas. Siedem godzin w kajaku będzie zbyt dużym wyzwaniem dla przedszkolaka i dla większości dzieci w wieku szkolnym.
Instruktorzy z miejscowych przystani zgodnie radzą, aby pierwszy spływ dziecka w wieku 3–6 lat trwał najwyżej godzinę lub dwie.
Jeżeli płyniecie z dziećmi, lepiej wybrać krótszy wariant:
• Śniadówko–Szczypiorno – około 2 godziny, odpowiedni nawet z najmłodszymi dziećmi.
• Cieksyn–Śniadówko – około 6 kilometrów, około 2 godziny.
• Śniadówko–Pomiechówek – około 9 kilometrów, około 2,5 godziny. Po drodze rezerwat i plaża w Kosewku.
• Borkowo–Kosewko – około 9,5 kilometra, dobra propozycja dla starszych dzieci.
Są też zasady, których naprawdę nie warto negocjować. Kamizelka ratunkowa musi być dobrana do wagi dziecka, zapięta i nieściągana przez cały czas pobytu na wodzie — nawet jeśli jest gorąco. Dorośli również powinni mieć kamizelki, bo dzieci błyskawicznie kopiują zachowania rodziców. Nigdy dwoje dzieci nie powinno płynąć samodzielnie w jednym kajaku, podobnie jak jeden dorosły z dwójką małych dzieci.
Ognisko, plaża i letni odpoczynek
Ogniska na dziko rozpalać nie wolno. Wkra płynie przez tereny leśne i obszary objęte ochroną przyrody.
Wyznaczone miejsca znajdują się między innymi na terenie Parku „Dolina Wkry” w Pomiechówku oraz w miejscowościach Cieksyn, Szczypiorno, Joniec i Śniadówek, w pobliżu infrastruktury rekreacyjno-turystycznej zlokalizowanej nad rzeką.
Do kąpieli i opalania najlepiej sprawdzają się szeroka piaszczysta plaża w Jońcu, plaża pod kładką w Kosewku oraz miejska plaża w Pomiechówku, gdzie w sezonie ustawiany jest drewniany pomost z tablicami edukacyjnymi.
Co zrobić po spływie
Zaledwie kilka minut spacerem od stacji kolejowej w Pomiechówku znajduje się park przyrodniczo-edukacyjny „Dolina Wkry”. To gotowy plan na drugą połowę dnia, szczególnie jeśli podróżujecie z dziećmi.
Znajdują się tu park linowy, tyrolka nad rzeką, wieża widokowa, spacer w koronach drzew, plac zabaw „Wiking” oraz ścieżka edukacyjna. Sam teren jest dostępny bezpłatnie przez cały rok, choć część atrakcji jest płatna i działa sezonowo.
Zupełnie inny charakter ma Fort III Pomiechówek. Zbudowany w latach 1883–1888 jako największy fort Twierdzy Modlin, podczas II wojny światowej został przekształcony przez Niemców w więzienie i miejsce masowych egzekucji. Dziś jest miejscem pamięci. Zwiedzanie odbywa się wyłącznie z przewodnikiem i po wcześniejszym zgłoszeniu. Nie jest to atrakcja dla małych dzieci, ale starszym nastolatkom pozwala lepiej zrozumieć historię tego miejsca.

Praktycznie
Dojazd: pociąg z Warszawy Gdańskiej do Pomiechówka — około 45–55 minut. Samochodem z północnej części Warszawy około 40 kilometrów.
Czas: odcinek Joniec–Pomiechówek to realnie 6–8 godzin płynięcia z postojami. Z dojazdami warto zarezerwować cały dzień.
Rezerwacja: obowiązkowa, szczególnie w letnie weekendy. W dni robocze na rzece bywa zaskakująco spokojnie.
Warto zabrać: wodę, krem z filtrem UV, czapkę, ubranie na zmianę w worku wodoszczelnym, klapki oraz niewielki prowiant.
Moja ocena trudności: łatwa technicznie, średnia kondycyjnie. Dla dorosłych bez doświadczenia — zdecydowanie tak. Dla dzieci — wyłącznie w krótszych wariantach trasy.
Wróciłam do Warszawy po dwudziestej, z piaskiem w torbie i telefonem pełnym zdjęć kaczki, która przez dobry kilometr płynęła obok naszego kajaka jak osobista eskorta. Wkra nie jest rzeką spektakularną. Nie próbuje imponować ani krajobrazami, ani adrenaliną. Jest rzeką, która niczego od ciebie nie chce. Pozwala po prostu płynąć swoim rytmem. I właśnie dlatego odpoczywa się na niej tak dobrze.
Artykuł powstał w ramach cyklu „Rzeki Mazowsza” i został sfinansowany ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego. Już dziś zapraszamy na kolejny odcinek – przed nami jeszcze wiele ciekawych wypraw.



Napisz komentarz
Komentarze